Awans Witaminek

February 21st, 2005

Piłka ręczna Po sobotnim remisie nazajutrz rozbiły rywalki

Szczypiornistki Vitaralu Jelfy Jelenia Góra awansowały do ćwierćfinału europejskiego Challenge Cup. Oba mecze Witaminki grały na Islandii w miejscowości Gardabaer.
– Wyciągnęliśmy wnioski i w drugim meczu nie było już problemów. Po przerwie wręcz zauważalna była różnica klas – powiedział Roman Jezierski, trener Vitaralu. Już we wtorek losowanie.
UMF Stjarnan – Vitaral Jelfa 30:30 (15:16) i 19:33 (8:13). Vitaral: Alberciak, Czarna 0 i 1 – Wypych 11 i 7, Duran 7 i 4, Oreszczuk 4 i 5, Młot 3 i 6, Augustyniak 3 i 2, Szafulska 2 i 4, Dyba 0 i 3, Buchcic 0 i 1, Bąkowska 0 i 0, Bogusławska 0 i 0.

Autor artykułu: (SKI)

Wygrały z grypą

February 21st, 2005

Piłka ręczna Marzena Kot skręciła kolano

Szczypiornistki Zagłębia Lubin pewnie pokonały na własnym parkiecie Piotrcovię i awansowały w tabeli. Niestety, już w I połowie bolesnej kontuzji skręcenia kolana doznała rozgrywająca Marzena Kot, która będzie musiała pauzować przynajmniej przez 2-3 tygodnie.
Lubiński zespół w zeszłym tygodniu dopadła grypa, skrzydłowa Tatiana Sztefan jeszcze w sobotnim meczu grała z gorączka i na antybiotykach. Jednak, mimo grypy, lubinianki wytrzymały mecz kondycyjnie. Zaimponowały nawet skutecznością. Kot w 25 minut strzeliła aż 8 goli, ale do siatki trafiały też pozostałe zawodniczki. Zagłębie prowadziło z przewagą nawet 5-6 goli i kontrolowało w pełni przebieg tego meczu. Bardzo dobry mecz zaliczyła w bramce gospodyń Sabina Kubisztal, która grała ze skręconym stawem skokowym. Mimo tego urazu spisała się rewelacyjnie, bo odebrała piotrkowiankom wiarę w dobry wynik.
– To był kolejny dobry mecz. Cieszą mnie gole zdobywane z rozegrania. Po raz kolejny potwierdziło się, że tych kilka trafień ma spore znaczenie dla wyniku. Dobrze zagrały: Ciepłowska, Jakubowska i Kordić. A Marzena Kot do momentu kontuzji trafiała imponująco z drugiej linii. Nie chcemy nic kalkulować i staramy się przed play-off być jak najwyżej w tabeli – powiedziała Bożena Karkut, trenerka Zagłębia. W najbliższą sobotę w Jeleniej Górze dolnośląskie derby: Vitaral Jelfa – Zagłębie.

Zagłębie Lubin 32
Piotrcovia 28
do przerwy: 16:12
Zagłębie: Kubisztal, Ćwirko – Sztefan 2, Kot 8, Ziółkowska 6, Ciepłowska 5, Daszewska 0, Romańczukiewicz 1, Semeniuk 2, Kordić 4, Jakubowska 3, Jacek 1, Krynicka, Orzeszka 0. Kary: 16 min
Piotrcovia: Skura, Dziedzic – Kubera 10, Jeżycka 7, Niedźwiedź 3, Hajduk 4, Liszewska 4, Kicińska 0, Dominiak 0, Michalak 0, Siudowska 0, Arcomienko 0. Kary: 18 min

Autor artykułu: (SKI)

Zabrakło sił na końcówkę

February 21st, 2005

Piłka ręczna Chrobry Głogów pewnie wygrał w Legnicy z Miedzią i odzyskał szóste miejsce w tabeli

Drugi pojedynek dolnośląskich drużyn, które zajmują miejsca w środku tabeli męskiej ekstraklasy, był wyrównany tylko do przerwy. Miedziowe derby po przerwie rozstrzygnęły się na korzyść przyjezdnych, szczypiornistów Chrobrego Głogów.
Gospodarze w I połowie prowadzili minimalnie, ale wydawało się, że jest szansa na końcowy sukces. Bardzo dobrze bronił w bramce Miedzi Roman Zaprutko, który odbił trzy rzuty karne. W 23 min legniczanie prowadzili 8:6, ale potem gole Michała Jureckiego sprawiły, że na przerwę drużyny schodziły przy remisie. Jeszcze w 37 min był ostatni remis (12:12), ale potem Chrobry zaczął dominować.
– W drugiej połowie zagraliśmy agresywnie w obronie i to bardzo dobrze się sprawdziło. Miedź nie miała pomysłu, jak sobie z tym poradzić, jak rozegrać atak. To zdecydowało o naszym sukcesie – powiedział Bartosz Jurecki, kapitan Chrobrego Głogów.
Mirosław Sanecki, trener Miedzi, nie ma wątpliwości, że jego zawodnikom w końcówce zabrakło po prostu siły i kondycji. Większość z graczy na co dzień normalnie pracuje, a ostatnia seria trzech meczów w jednym tygodniu dobiła zespół kondycyjnie.
– Zabrakło sił i w konsekwencji przegraliśmy. To był zabójczy tydzień, ale teraz też czekają na nas wymagający rywale. Drużyna będzie walczyć, choć na pewno w starciu z Zagłębiem, Kwidzynem czy Śląskiem nie będzie łatwo – powiedział Mirosław Sanecki.

Miedź Legnica 18
Chrobry Głogów 23
do przerwy: 9:9
Miedź: Zaprutko, Wysoczański, Madaliński
– Mazur 0, Sroka 1, Sołoducha 0, Będzikowski 0, Kurdziel 0, R. Fabiszewski 4, Grębosz 2, Kubisztal 4, T. Fabiszewski 4, Góreczny 0, Obrusiewicz 3. Kary: 12 min
Chrobry: Pitoń, Rak – Korus 0, Różański 5, Łuczyk 0, Marciniak 4, M. Jurecki 7, Świtała 0, Piotrowski 0, Kuta 0, B. Jurecki 3, Konrad 0, Piwko 4. Kary: 2 min

Autor artykułu: (SKI)

Oława. Nie rezygnują z azbestu

February 18th, 2005

Dolnośląska Korporacja Ekologiczna nie rezygnuje ze swoich planów budowy na peryferiach Oławy składowiska azbestu. Miałoby powstać na terenie firmy w sąsiedztwie ulicy Polnej. Firma odwołała się od decyzji starostwa powiatowego, które nie zezwoliło na inwestycję. Prezes spółki, Andrzej Węgrzyn, uważa, że decyzja została podjęta niezgodnie z prawem, a urzędnicy ulegli naciskom protestujących mieszkańców.

Autor artykułu: (SZYG)

Miłoszyce. Nie wolno zapomnieć

February 18th, 2005

Miłoszyce /
Przez dziesiątki lat o hitlerowskim obozie pracy w Miłoszycach mówiło się niewiele, tak jakby nikt nie pamiętał, że zginęło tu tyle tysięcy ludzi – mówi Jerzy Urbaniak z Jelcza-Laskowic.
Dzieciństwo spędził w Miłoszycach. – Mój ojciec miał pole tuż obok dawnego obozu. Często znajdowaliśmy tam różne przedmioty pozostawione przez więźniów. Były też ludzkie szczątki w pobliskim lasku – wspomina.
To między innymi Urbaniak namówił kilku społeczników i lokalne władze z Jelcza-Laskowic, by corocznie uszanować pamięć tych, którzy oddali swe życie w obozie.
Fünfteichen był filią obozu Gross Rosen z Rogoźnicy. Działał od 1 grudnia 1943 do 21 stycznia 1945r. Tysiące jego więźniów pracowało w fabryce zbrojeniowej, założonej przez Alfreda Kruppa.
- Źródła historyczne podają, że poległo tu ponad osiem tysięcy więźniów – mówi Jerzy Urbaniak. – Część nie wytrzymała morderczej pracy i złego traktowania. Inni zginęli podczas tzw. marszu śmierci – tłumaczy.
21 stycznia 1945 roku hitlerowcy spodziewając się ofensywy radzieckiej rozpoczęli ewakuację więźniów do obozu w Rogoźnicy. Sześć tysięcy wyczerpanych więźniów musiało maszerować przez prawie tydzień. Do pokonania mieli przeszło sto kilometrów.
Z dawnego obozu do dziś zachowało się niewiele. Kilka murowanych budynków po wojnie przerobiono na pomieszczenia dla pegeeru. Te drewniane rozebrano i zburzono.
Dziś wojewoda Stanisław Łopatowski odsłoni w Miłoszycach pomnik, poświęcony pamięci tysięcy poległych tu więźniów. Na uroczystości zaproszono też gości z Niemiec. Najważniejszymi gośćmi będą jednak dawni więźniowie Fünfteichen. Kilku z nich żyje na Dolnym Śląsku. Niektórzy przyjadą do Miłoszyc pierwszy raz od wojny.
- Nie można pozwolić, aby następne pokolenia zapomniały o tym, co działo się w tej okolicy. Samo postawienie pomnika nie wystarczy – mówi Urbaniak. – Warto pomyśleć na przykład o gminnym muzeum, w którym będzie można wystawić pozostałości po obozie. Ciągle niewiele jest też przekazów dotyczących tego, co tak naprawdę działo się w Fünfteichen. A przecież żyją jeszcze ci, którzy bardzo dobrze to pamiętają.

Autor artykułu: Michał Gigołła

Miłoszyce. Nie wolno zapomnieć

February 18th, 2005

Miłoszyce /
Przez dziesiątki lat o hitlerowskim obozie pracy w Miłoszycach mówiło się niewiele, tak jakby nikt nie pamiętał, że zginęło tu tyle tysięcy ludzi – mówi Jerzy Urbaniak z Jelcza-Laskowic.
Dzieciństwo spędził w Miłoszycach. – Mój ojciec miał pole tuż obok dawnego obozu. Często znajdowaliśmy tam różne przedmioty pozostawione przez więźniów. Były też ludzkie szczątki w pobliskim lasku – wspomina.
To między innymi Urbaniak namówił kilku społeczników i lokalne władze z Jelcza-Laskowic, by corocznie uszanować pamięć tych, którzy oddali swe życie w obozie.
Fünfteichen był filią obozu Gross Rosen z Rogoźnicy. Działał od 1 grudnia 1943 do 21 stycznia 1945r. Tysiące jego więźniów pracowało w fabryce zbrojeniowej, założonej przez Alfreda Kruppa.
- Źródła historyczne podają, że poległo tu ponad osiem tysięcy więźniów – mówi Jerzy Urbaniak. – Część nie wytrzymała morderczej pracy i złego traktowania. Inni zginęli podczas tzw. marszu śmierci – tłumaczy.
21 stycznia 1945 roku hitlerowcy spodziewając się ofensywy radzieckiej rozpoczęli ewakuację więźniów do obozu w Rogoźnicy. Sześć tysięcy wyczerpanych więźniów musiało maszerować przez prawie tydzień. Do pokonania mieli przeszło sto kilometrów.
Z dawnego obozu do dziś zachowało się niewiele. Kilka murowanych budynków po wojnie przerobiono na pomieszczenia dla pegeeru. Te drewniane rozebrano i zburzono.
Dziś wojewoda Stanisław Łopatowski odsłoni w Miłoszycach pomnik, poświęcony pamięci tysięcy poległych tu więźniów. Na uroczystości zaproszono też gości z Niemiec. Najważniejszymi gośćmi będą jednak dawni więźniowie Fünfteichen. Kilku z nich żyje na Dolnym Śląsku. Niektórzy przyjadą do Miłoszyc pierwszy raz od wojny.
- Nie można pozwolić, aby następne pokolenia zapomniały o tym, co działo się w tej okolicy. Samo postawienie pomnika nie wystarczy – mówi Urbaniak. – Warto pomyśleć na przykład o gminnym muzeum, w którym będzie można wystawić pozostałości po obozie. Ciągle niewiele jest też przekazów dotyczących tego, co tak naprawdę działo się w Fünfteichen. A przecież żyją jeszcze ci, którzy bardzo dobrze to pamiętają.

Autor artykułu: Michał Gigołła

Słabe euro rozkłada hutę

February 17th, 2005

PIEŃSK Nie złamał ich pożar, ale mogą mieć problemy z powodu wysokiego kursu złotego

Po roku od pożaru, który w marcu 2004 r. strawił część huty szkła Łużyce, zakład powoli staje na nogi. Wartość oszacowanych przez spółkę strat przekroczyła wówczas 4 mln zł. Spalona hala magazynu i mieszczący się w niej wydział obróbki szkła były na szczęście ubezpieczone i udało się je odbudować.
– Zakończenie inwestycji planujemy na kwiecień. Sama hala już stoi, przed nami jeszcze montaż wszystkich instalacji oraz maszyn – mówi prezes huty Łużyce Ryszard Gilowski.
– Nie zwolniliśmy nikogo, choć był to niezwykle ciężki okres dla firmy – mówi prezes Gilowski. Spółka, tak jak przed pożarem, zatrudnia 270 osób.
– U nas ilość miejsc pracy jest uzależniona od sprzedaży. Na jej wielkość decydujący wpływ ma kurs euro. Udało nam się przetrwać najtrudniejszy okres, ale dziś największym zagrożeniem jest dla nas mocna złotówka – mówi Ryszard Gilowski.
Jak twierdzi prezes, gdy kurs euro spada poniżej 4 złotych, produkcja w hucie staje się zupełnie nieopłacalna.

Autor artykułu: (KAB)

Na początku był donos

February 17th, 2005

Mobbing, zniesławianie, zawstydzanie – wszystko w jednej podstawówce
- Przeraża mnie, że rzecz dotyczy dorosłych ludzi. Na dodatek pedagogów, którzy powinni dawać przykład młodzieży, którą wychowują – oburza się Grażyna Stolarz, do niedawna nauczycielka historii w wołowskiej Szkole Podstawowej nr 2. Dziś spotka się w sądzie ze swoją byłą szefową, którą oskarża o zniesławienie, oraz współpracownikami, którzy podpisywali donosy do kuratorium.
Listy, podpisywane przez grono pedagogiczne, przesyłane w tajemnicy do władz oświatowych, nie wyglądają najlepiej. Są to “skargi na postawę” trzech nauczycielek. Zarzuca im się “tworzenie złego klimatu, źle wpływającego na samopoczucie”, “snucie intryg”, “pasywną postawę”. Opisom skandalicznego zachowania wymienionych pań przeciwstawione są pochwały na temat dyrektorki szkoły, Małgorzaty Grzeczkowicz, przez grono wychwalanej za “cierpliwość, spokój, takt, życzliwość, sprawiedliwość, otwartość”.
- Przez dwa lata nie wiedziałyśmy o tych skargach. Kiedy ten paskudny list trafił w nasze ręce, postanowiłyśmy nie kłaść uszu po sobie i uciekać ze wstydem, lecz walczyć o dobre imię – opowiadają dwie z “bohaterek”, donosu, Grażyna Stolarz i Irena Drogoń. Obie skierowały sprawy do sądów – jedna do wołowskiego, przed którym dziś toczy się sprawa, druga do sądu pracy we Wrocławiu, o mobbing.

Autor artykułu: (BACH)

Potrójne szczęście

February 17th, 2005

LWÓWEK ŚL. W lwóweckim szpitalu na świat przyszły trojaczki

Zuzanna Gromek z Lubomierza urodziła trójkę dzieci. – Cały czas byłam przekonana, że to będą bliźnięta – mówi szczęśliwa mama noworodków

W ciągu niespełna godziny młoda kobieta powiła we wtorkowy ranek trójkę zdrowych dzieci na lwóweckim oddziale położniczo-ginekologicznym. Pierwszy maluch przyszedł na świat o godz. 9.25. Po dwudziestu minutach urodziła się dziewczynka, a po pięciu minutach następny chłopiec.

Myślałam o bliźniakach
– Przez cały okres ciąży przygotowywałam się do porodu bliźniaczego. A tu taka niespodzianka. Czuję się jak prawdziwa matka Polka – cieszy się Zuzanna Gromek, mieszanka Lubomierza.
– Bardzo się cieszymy, chociaż wiemy, że nie będzie łatwo opiekować się trójką niemowląt – mówią rodzice Piotr i Zuzanna Gromkowie. Mają 5-letnią córkę Klaudię, która już teraz jest zazdrosna o nowonarodzone rodzeństwo.

Poród bez powikłań
Chłopca, który urodził się jako pierwszy nazwą Oliwer, dziewczynkę Oliwia. Nad imieniem dla trzeciej pociechy muszą się zastanowić.
Podczas rozwiązania nie było żadnych powikłań. Dzieci urodziły się zdrowe, choć przyszły na świat o tydzień za wcześnie.
– Wcześniaki leżą w inkubatorach pod kroplówką. Trudno przewidzieć, kiedy wraz z mamą opuszczą szpital – mówi doktor Aleksandra Fiutowska.
Na terenie powiatu to drugi przypadek ciąży mnogiej. W październiku 2002 roku mieszkanka Lwówka także urodziła trójkę chłopców. W tym roku skończą trzy latka. •

Autor artykułu: Katarzyna Wilk

Ksiądz wrobił księdza

February 16th, 2005

LEGNICA Pieniądze z kredytów miały pójść na budowę kościoła

Nie podrabiałem żadnych dokumentów – zeznawał wczoraj w legnickim sądzie ksiądz Andrzej W. – Z tego kredytu nie otrzymałem ani grosza. Ale musiałem go spłacać przez 30 miesięcy

Ksiądz Andrzej W. jest jednym z 11 oskarżonych w głośnej aferze salezjańskiej. Proces toczy się przed legnickim Sądem Rejonowym. Duchowny W. pożyczył na początku 2001 r. przeszło 24 tys. euro w legnickim Kredyt Banku. – Wszystkie pieniądze zostały przelane na konto ks. Ryszarda M. – mówił oskarżony. – Myślałem, że zostaną przeznaczone na budowę kościoła w Lubinie.
Ksiądz W. buduje ten kościół od 1997 r. Inwestycję wówczas prowadziła Fundacja Bosko w Lubinie. – Myślę, że zostałem wprowadzony w błąd przez bank i księdza M. – zeznawał. Podczas podpisywania wniosku nie żądano ode mnie zaświadczenia o zarobkach i zatrudnieniu. Gdybym podpisał je osobiście, nie siedziałbym na ławie oskarżonych.
Dokumenty te wypełnił za niego ksiądz M. – Dopiero w prokuraturze dowiedziałem się, że są sfałszowane – wyjaśniał ksiądz W. – Wynikało z nich, że jestem księdzem salezjaninem i zarabiam przeszło 7,7 tys. zł. Ja jestem natomiast duchownym diecezjalnym, a mój dochód miesięczny to około 6,5 tys. zł (w tym 1,5 tys. wynagrodzenie, i 5 tys. zł to dochody parafii).
Podczas wczorajszej rozprawy zeznawało ośmiu oskarżonych. Podobnie jak ksiądz W. twierdzili, że zostali oszukani. Ksiądz Ryszard M. prosił aby wzięli kredyt na swoje nazwisko i przekazali pieniądze jemu. Miały być przeznaczone na budowę kościoła i liceum salezjańskie. Ksiądz wypełniał za nich zaświadczenia o zarobkach i zatrudnieniu. Jedna z kobiet pracująca na kolei dowiedziała się w prokuraturze, że jest tłumaczką języka włoskiego i zarabia 5 tys. zł. Dzięki temu ksiądz M. wziął na nią przeszło 50 tys. zł kredytu.
Kolejna rozprawa odbędzie się 14 marca.

Afera salezjańska
Prokuratura bada sprawy ponad 120 osób, które pobrały kredyty na ok. 16 mln zł. Większość z nich przeżyło koszmar, bo nie mieli szans spłacić tych pożyczek. Jednak ściąganie długów przerwano, gdyż towarzystwo salezjańskie z Włoch wzięło je na siebie. Afera salezjańska to wyłudzenie, na podstawione osoby i instytucje, ok. 530 mln zł, z czego nie oddano ok. 130 mln zł. Wobec organizatorów akcji wyłudzania kredytów, które przeznaczano na zakup nieruchomości i lokaty, toczy odrębne śledztwo.

Autor artykułu: Zygmunt Mułek